poniedziałek, 19 marca 2018





Czekam na Twoje dłonie
Chcę z Tobą dotykać ciszy
Chcę z Tobą popsuć świat
Z Tobą mogłabym nawet pokochać
Życie, którego nie da się naprawić
Żadnym słowem, gestem ani płaczem
Z Tobą mogłabym rozbić szyby
Tych wszystkich zamkniętych okien
Których nie da się otworzyć 
Najpiękniejszą myślą o miłości...



wtorek, 6 marca 2018

Ja - ogień
Kończę się gdzieś 
Na wczorajszym niebie
Podpalam gwiazdy
Bo krew we mnie płonie

Kończę się we śnie
W rogu twojej pościeli
W ogrodzie więdnę –
Boski chwast pośród lilii

Zaczynasz się we mnie
W opuszkach rzęs
Niebieskim spojrzeniem
Serce mi łamiesz

Kończę się w tobie
Jak ostatnie brzmienie
Modlitwy uśpionej
Kończę się płomieniem.


(pierwszy lepszy wiersz o miłości)

nie czekam na wiosnę
zimne dłonie boją się ciepła
i przypadkowej miłości
która podobno budzi się ze snu
i spaceruje po kwitnących parkach
albo chodzi do kina
na pierwszy lepszy film
o takich jak my
może zamarznę na dachu
albo stelarnej tafli
w połowie marca
zanim świat wybije
pierwszy wiosny rytm
zanim słowo „ty”
wykiełkuje mi w głowie
(pierwszy lepszy wiersz o miłości)

niedziela, 25 lutego 2018

"Wstęp do piekła", fragmenty rozproszone

Ale do czego miałby służyć wstęp, którego skończyć w żaden sposób nie umiał? A początek brzmiał następująco: „Z całym szacunkiem dla tragedii i powagi, jakie niesie ze sobą życie – czyż dramaty malutkie i wielkie, piekło ciała i duszy, cierpienie prawdziwe oraz wynikające z nieustannej narracji toczącej się w ludzkich głowach, powstałe między innymi z ciągu reinterpretacji iluzji i snu, przeszłości i przyszłości, które nie istnieją, a do których jesteśmy tak mocno przywiązani, nie wydają się Państwu komiczne, choćby ze względu na moralny i niepisany zakaz śmiechu wobec tego nietykalnego dostojeństwa bólu i rozpaczy? Pragnę zapewnić, że groteska uśmiechająca się na stronicach tej książki, tańcząca również między wierszami nie wynika bynajmniej z moich złych zamiarów, z chęci upodlenia i tak już podłego cierpienia, czy z jakichkolwiek złych intencji, mających dotknąć do żywego moich czytelników, choć jak dobrze Państwo wiecie, od lat śmiało eksperymentuję na żywych organizmach czytelniczych, niejednokrotnie prowokując, jakby od niechcenia – czy to słowem, czy to niedopowiedzeniem – do nonsensownych rozmyślań i kryzysu, a nawet rozpadu wybujałych wartości, o których z lubością papla się na prawo i lewo. Jak dotąd, owe organizmy dziękowały mi za przywrócenie im życia, które dotychczas przypominało tylko uporczywy ciąg nieuświadomionych mechanizmów, zautomatyzowanej egzystencji, zaprzeczenie bycia, tęsknotę za tym, czego już nie ma i do tego, co jeszcze nie przyszło, i nie wiadomo, czy kiedykolwiek nadejdzie, albowiem jedyne co do czego możemy mieć pewność to fakt, że nadejdzie śmierć. Dlaczego nie teraz? Jak mawiała moja muza, która pewnie znowu gdzieś błądzi poszukując samej siebie, na przemian wśród zgiełku i ciszy: Niebo to stan umysłu, więc dlaczego wciąż podróżuję (donikąd), uciekam przed piekłem, dążę do nieba? A jeśli wszystko co mam, jest niebem? A jeśli nie mam nic, to znaczy, że wolność jest niebem, a niebo jest wolnością? A jeśli ty, mój drogi, czujesz to samo co ja, dlaczego rozważam odejście? Wiesz dobrze, że niczego mi przy tobie nie brakuje, ale i bez ciebie jestem przecież całością, więc mogę porzucić wszystkie skarby świata. Gdziekolwiek więc będziesz, tam będę ja. I dokądkolwiek pójdziesz, będziesz szedł do mnie, aż mnie znajdziesz, obiecuję”. I dalej nie był w stanie pisać. Czy wspomnienie Ewy tak bardzo nim wstrząsnęło? Przecież nie musi jej przywodzić na myśl, ona po prostu w nim żyje – nieważne jak bardzo są od siebie oddaleni, dotyka go swoją obecnością i obietnicą, tak żywą, jak jego gibkie palce piszące już kolejną powieść.
GrafomAnka
("Wstęp do piekła", fragmenty rozproszone)

Czekam na Twoje dłonie Chcę z Tobą dotykać ciszy Chcę z Tobą popsuć świat Z Tobą mogłabym nawet pokochać Życie, którego nie...